W motoryzacji większość historii kończy się tak samo: premiera, zachwyt, a po chwili kolejna generacja przykrywa poprzednią. Są jednak auta, które wymykają się temu rytmowi. To modele, których ambicją nie jest bycie na czasie, tylko sprawdzenie, jak daleko da się przesunąć granice, zanim rzeczywistość upomni się o swoje prawa. Uprzedzam więc od razu: to nie będzie klasyczna recenzja, a raczej próba rozgryzienia przepisu na samochód, który nie starzeje się wraz z trendami.

  • Po 3000 km w XC90 najbardziej zwraca uwagę to, że ten model wymyka się upływowi czasu i nie próbuje być modny na siłę.
  • Wersja B5 AWD nie stawia na efektowną dynamikę, tylko na pewność i komfort podróżowania.
  • W praktyce wychodzą też konkretne zgrzyty użytkowe i technologiczne, które potrafią zaskoczyć w aucie tej klasy.

W motoryzacji czas jest bezlitosny. Starzejąca się stylistyka, systemy, które po paru latach nie nadążają za światem, oraz konstrukcje, które nie zawsze dogadują się z nowoczesnymi, zelektryfikowanymi napędami. To wszystko sprawia, że większość aut po 5-7 latach zaczyna upominać się o zmiany. Ale Volvo zdaje się grać według innych zasad. XC90 ma już dwanaście lat na karku, a jego urok nadal działa. I właśnie dlatego pojawia się pytanie: jakim cudem model, który od 2002 roku doczekał się zaledwie dwóch generacji i dwóch liftingów, wciąż jest tak popularny? Co sprawia, że ten samochód tak dobrze znosi upływ czasu? Umówiłem nowe XC90 na test, dołożyłem box dachowy i zabrałem je w austriackie Alpy. Ponad 3000 kilometrów naprawdę potrafi otworzyć oczy. Tyle że nie zawsze w przyjemny sposób. Zacznijmy jednak od początku.

Volvo XC90 B5
Mimo 12 lat na karku ten samochód nadal wygląda dobrze.

Bagażnik ma 709 litrów, ale dla mnie to nadal mało

Zanim wystartowałem, musiałem się spakować. To, że XC90 jest dużym samochodem, nie wymaga specjalnych dowodów. Prawie 5 metrów długości i bagażnik o pojemności 709 litrów od lat robią wrażenie nie tylko na papierze, ale też w praktyce. Tyle, że ja mam prostą zasadę - nie istnieje coś takiego jak za duży bagażnik, przynajmniej gdy jadę ze znajomymi. W cztery osoby sprostaliśmy zadaniu i tak zapełniliśmy ten samochód po sam dach. Jedno jest pewne. Volvo XC90 jest naprawdę pojemne, bo choć zabraliśmy pół domu, nic nie podróżowało na tylnej kanapie, więc cała kabina była tylko dla pasażerów. Konkluzja jest prosta. Chcesz pojemny samochód, to dobrze trafiłeś.

Volvo XC90 B5
Volvo XC90 ma prawie 5 metrów długości i bagażnik o pojemności 709 litrów.

Box uratował sprawę, ale nie jest bez wad

Nie byłoby jednak tego komfortu, gdyby nie oryginalny box dachowy Volvo Travel Premier. Wziął na siebie odpowiedzialność za narty, deski i część sprzętu, a w trasie nie dokładał do kabiny męczącego szumu. I to jest świetna wiadomość. Jest jednak duże ALE. Box jest cichy, tylko że dość niski. W mojej opinii to spora wada, bo poza sprzętem narciarskim niewiele już tam wchodzi. Owszem, da się upchnąć rzeczy w siatkach albo wrzucić je luzem, tyle że to średnio wygodne rozwiązanie. 

PRZECZYTAJ: Jeździłem zmodernizowanym Volvo XC90 – jest jeszcze lepsze!  | PIERWSZA JAZDA

Box dachowy Volvo Travel Premier jest cichy, ale niestety za niski.

Jest też element, który zauważyłem od razu i który od razu zaczął mi przeszkadzać. Chodzi o dodatkowe progi. Z zewnątrz dodają masywności, powagi i eleganckiego sznytu. W praktyce ich sens jest dyskusyjny. Po pierwsze XC90 to nie Land Cruiser, do którego trzeba się wspinać. Po drugie są na tyle wąskie, że przy pakowaniu boxa trudno było mi pewnie postawić na nich stopę - a jednocześnie na tyle szerokie, że zimą nogawka przy wysiadaniu niemal zawsze kończyła ubrudzona tym, co wydobywa się spod kół. Brzmi jak marudzenie, ale kiedy przesiadłem się do Volvo z Lexusa RX, w którym drzwi świetnie osłaniają ten obszar, zacząłem doceniać tamto rozwiązanie. Warto o tym pamiętać, jeśli planujesz dodać progi do swojego XC90. 

Dynamika? Nie po to tu jesteśmy. Spokój zamiast fajerwerków

Do testu dostałem wersję B5 AWD, czyli miękką hybrydę opartą na dwulitrowym silniku benzynowym wspieranym instalacją 48V. Łącznie jest tu 250 KM i 350 Nm. I od razu doprecyzuję, bo to ważne. Jeżeli oczekujesz dynamiki, która robi wrażenie na pasażerach, to obawiam się, że źle wpisałeś adres. Z tym napędem XC90 jest bardziej statecznym krążownikiem niż rakietą wciskającą oczy w potylicę. Producent podaje wynik na poziomie 7,7 sekundy do setki. Czyli rezultat raczej przeciętny.

Volvo XC90 B5
Volvo XC90 z silinikiem B5: to nie jest demon prędkości.

Tylko że w tym aucie nie chodzi o dynamikę. Jeśli ktoś chce szybkie Volvo, to XC90 zwykle nie stoi na początku kolejki. Za to jeśli celem jest wygodne podróżowanie, ten samochód uśmiecha się od pierwszych kilometrów – bo robi to naprawdę świetnie. Nasza trasa zakładała około 1200 kilometrów w jedną stronę. Dla jednych to chwila, dla innych walka o każdy kilometr. Ja niestety należę do tej drugiej grupy osób, bo choć uwielbiam jeździć samochodem, to długa trasa jest dla mnie jak oglądanie schnącej farby. 

Dwa sposoby na spokojne pokonanie 3000 km. Jeden brzmi doskonale

XC90 oczywiście nie zamienia autostrady w film akcji, ale nudę potrafi skutecznie rozbroić na dwa sposoby. Pierwszy to komfort. Fotele, zawieszenie i wyciszenie sprawiają, że postoje stają się wymówką, a nie koniecznością. Auto opiekuje się pasażerami jak najlepszy concierge, odgradza od świata, pozwala odpocząć i do tego wszystkiego zadba o nastrój w najlepszy możliwy sposób. I tu wchodzimy w drugi punkt programu, czyli nagłośnienie. Powiem uczciwie: jestem tak daleko od bycia audiofilem, jak daleko leżą od siebie Arktyka i Antarktyda. Właśnie dlatego to najlepsza rekomendacja, jaką mogę dać. W XC90 potrafiłem usłyszeć różnicę i docenić, jak czysto i plastycznie brzmi muzyka. Zestaw Bowers & Wilkins gra znakomicie. Tyle że to przyjemność z wyższej półki, z odpowiednią metką cenową. Takie audio jest dostępne w pakiecie Lounge za 21 399 zł.

Nagłośnienie Bowers & Wilkins jest warte każdych pieniędzy.

Zaskoczyło mnie też spalanie. Po całej trasie komputer pokazał średnio 10,2 l/100 km. Czy to dużo? Jasne, są auta, które potrafią obchodzić się z paliwem delikatniej. Oczywiście, deklaracje producenta są inne. Tylko, że tutaj trzeba uczciwie dopisać warunki. Auto było załadowane po kokardy, na pokładzie były cztery dorosłe osoby, na dachu jechał box, a większość dystansu to autostrady i drogi szybkiego ruchu. Tak więc zadam to pytanie jeszcze raz. Czy to dużo? Ja uważam, że nie.

Wtopa na kablu. W topowym modelu? To żart

Volvo XC90 nie jest jednak ideałem, bo rzeczy idealne nie istnieją. To, co naprawdę nie przypadło mi do gustu, to dźwięk czterocylindrowego silnika przy mocniejszym wciśnięciu gazu. Delikatnie, ale jednak, wkrada się do kabiny i trudno nazwać to symfonią. Bardziej przypomina występ szkolnego kółka muzycznego, które na dodatek powstało wczoraj i jeszcze szuka wspólnego tempa. Krótko mówiąc, brzmi to przeciętnie.

Wnętrze Volvo XC90 to połączenie klasyki z nowoczesnością.

We wnętrzu też znalazłem parę problemów. Android Auto i Apple CarPlay działają tu tylko po kablu. W 2026 roku, w topowym modelu marki, to brzmi jak żart. Skoro lifting wniósł do wnętrza nowy, stylistycznie doklejony na siłę ekran, to producent mógł zadbać o tak istotny detal. Jest jeszcze druga sprawa i ona będzie zależała od tego, czego oczekujesz. Jeśli wnętrze ma robić wrażenie gadżetami, wielkimi tabletami i świetlnymi fajerwerkami, to lepiej skierować się do salonu samochodów z gwiazdą w logo.

XC90 idzie w inną stronę. Stawia na jakość materiałów, prostotę i klasę. To jednocześnie jego największa siła i dość ryzykowna karta w świecie totalnej cyfryzacji – ale jeśli chodzi o mnie, to ja to kupuję. Być może dlatego, że mam na co dzień kontakt z wieloma samochodami i po pewnym czasie człowiek zaczyna mieć przesyt bodźców. Może dlatego, że to po prostu miła odskocznia. Wiem jedno. W tym Volvo odpoczywałem. Wsiadałem i każdy kilometr sprawiał mi przyjemność, a klasyczne, eleganckie nadwozie wciąż wygląda tak, że odchodząc, aż chciało się jeszcze raz spojrzeć przez ramię.

Klasyczna sylwetka XC90 jest ponadczasowa.

Zagadka rozwiązana. Święty Graal kryje się w tym co pierwotne

I chyba właśnie tu leży odpowiedź na pytanie z początku tekstu. To jest ten typ auta, z którego wysiadasz po wielu godzinach i masz wrażenie, że trasa wcale nie była taka długa. Patrzysz na ten samochód i dociera do Ciebie, że największym luksusem nie są fajerwerki, ekrany i efekty. Największym luksusem jest spokój, który nie prosi o uwagę, tylko po prostu działa. Tak więc, jeśli miałbym odpowiedzieć jednym zdaniem gdzie leży Święty Graal tego modelu, to powiem tak: Volvo XC90 nie szuka poklasku, po prostu oferuje spokój i opanowanie oraz konsekwentnie dostarcza to, co przecież w samochodzie jest najważniejsze. Przyjemność z podróży.

Dane techniczne Volvo XC90 B5
Rodzaj silnikabenzynowy + mHEV 48V
Pojemność skokowa1969 cm3
Układ cylindrów/liczba zaworów/rozrządR4/4
Moc maksymalna250 KM
Maksymalny moment obrotowy250 Nm
NapędAWD
Skrzynia biegówAT8
Długość/szerokość/wysokość495,3/193,1/177,3 cm
Rozstaw osi298,4 cm
Masa własna/ładowność1994/721 kg
Pojemność bagażnika709-1874 l
Pojemność zbiornika paliwa71 l
OSIĄGI
Prędkość maksymalna180 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h7,7 s
Średnie zużycie paliwa (miasto/trasa/cykl mieszany)9,1/5,9/7,1 l/100 km (WLTP)

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również