Odcinkowy pomiar prędkości bez tajemnic. Czy da się go „oszukać”?
Sebastian Sulowski

Sukcesywne uruchamianie nowych odcinkowych pomiarów prędkości budzi wśród kierowców wiele emocji. W sieci krążą mity o rzekomych sposobach na uniknięcie mandatu, ale czy one naprawdę działają?
- Odcinkowy pomiar prędkości wciąż się rozrasta.
- System obejmuje już setki kilometrów dróg.
- Mity o zmianie pasa czy nocnych przejazdach bez mandatu to przeszłość.
Pierwszy odcinkowy pomiar prędkości (OPP) w Polsce uruchomiono w grudniu 2015 roku w miejscowości Łosiów w województwie opolskim, na drodze krajowej nr 94 między Brzegiem a Opolem. Choć minęła już prawie dekada, wielu kierowców wciąż wątpi w legalność tego systemu. Niektórzy uważają, że skoro mierzona jest średnia prędkość, mandat można skutecznie podważyć w sądzie. To mit – takie odwołania kończą się jedynie wyższą karą.
Odcinkowy pomiar prędkości – legalnych sposobów na oszukanie nie ma
Wielu kierowców nadal próbuje „pokonać” odcinkowy pomiar, wierząc w popularne internetowe teorie. Jedna z nich mówi, że wystarczy zmienić pas ruchu lub wjechać na pas awaryjny, by system nie połączył danych z obu kamer. To nieprawda. Kamery rejestrują wszystkie tablice, a oprogramowanie automatycznie dopasowuje numery z początku i końca odcinka, niezależnie od toru jazdy.
Inny mit dotyczy działania systemu po zmroku. Rzeczywiście, pierwsze urządzenia miały problem z odczytem tablic przy słabym oświetleniu. Dziś kamery wyposażone są w reflektory emitujące światło podczerwone, niewidoczne dla oka. Dzięki temu pomiar działa całą dobę, w każdych warunkach pogodowych.
Niektórzy kierowcy gwałtownie zwalniają przed pierwszą i ostatnią kamerą, by przyspieszyć między nimi. To przyzwyczajenie z czasów klasycznych fotoradarów punktowych. W OPP taka taktyka nie działa – system liczy średnią z całego odcinka, więc chwilowe zwolnienie nie zmniejszy zbytnio wyniku.

Metoda „na Ukraińca” – ryzyko jest duże
Część kierowców, którym nie udało się uniknąć zdjęcia, próbuje wskazać jako sprawcę osobę z zagranicy. Zazwyczaj jest to ktoś, kto nigdy nie prowadził danego auta i nie przebywa w Polsce. Warto jednak pamiętać, że na nagraniach widać twarz kierowcy, a inspektorzy mogą porównać ją ze zdjęciem z prawa jazdy lub dowodu. Jeśli wykryją fałszywe oświadczenie, sprawa trafia do prokuratury. Składanie fałszywych zeznań jest przestępstwem zagrożonym karą do 3 lat więzienia.
Odcinkowy pomiar prędkości – jak działa margines błędu?
W Polsce fotoradary i systemy OPP nie rejestrują przekroczeń prędkości mniejszych niż 10 km/h. Jednak po przekroczeniu tego progu urządzenia nie odejmują żadnego „błędu pomiarowego”. To częste źródło nieporozumień.
Jeśli na danym odcinku obowiązuje limit 90 km/h, przejazd z prędkością 100 km/h nie zostanie zarejestrowany. Ale już 101 km/h oznacza przekroczenie o 11 km/h – wtedy system uruchamia procedurę wystawienia mandatu. W efekcie jedni kierowcy jadą zbyt wolno z obawy przed karą, a inni mają pretensje do Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, że „nie odjęło” 10 km/h po przekroczeniu limitu.

Odcinkowy pomiar prędkości – teoretycznie bez zaskoczenia
Do połowy przyszłego roku CANARD będzie dysponował 114 urządzeniami obejmującymi ponad 670 km dróg. Każdy odcinek jest oznaczony znakami: D-51a „początek strefy pomiaru średniej prędkości” i D-51b „koniec strefy pomiaru”. Warto zwracać na nie uwagę – nowe odcinki mogą mieć nawet kilkanaście km długości, a wielu kierowców zapomina, że nadal są w strefie pomiaru. Obecnie najdłuższy OPP w Polsce znajduje się na drodze ekspresowej S7 w okolicach Białobrzegów (woj. mazowieckie) i ma 14 km długości. To właśnie tam wielu kierowców „wpada”, nie zdając sobie sprawy, że pomiar nadal trwa.
Na znakach wciąż nie ma informacji o obowiązującym limicie prędkości, mimo że kilka lat temu rozważano wprowadzenie takiego obowiązku. Projekt rozporządzenia jednak nie wszedł w życie, teraz pomysł wraca, ale wciąż brak konkretów.

Niektórzy nie muszą oszukiwać – OPP ich nie widzi
Nie wszyscy kierowcy muszą kombinować, by uniknąć mandatu. Wystarczy, że jadą motocyklem albo autem z przyczepą – w ich przypadku odcinkowy pomiar prędkości często po prostu nie działa tak, jak powinien.
Po podpięciu przyczepy do samochodu osobowego kierowcę zaczynają obowiązywać takie same limity, jak w przypadku pojazdów ciężarowych. W praktyce jednak OPP i fotoradary tego nie rozróżniają. Dla systemu samochód z przyczepą nadal pozostaje zwykłym autem osobowym, więc dopiero przekroczenie wyższego limitu – właściwego dla takiego auta – skutkuje mandatem.
Przykład? Na drodze ekspresowej samochód osobowy bez przyczepy może jechać 120 km/h, ale z przyczepą tylko 80 km/h. System OPP tego nie zauważy i potraktuje zestaw jak auto osobowe. W efekcie kierowca jadący 110 km/h formalnie łamie przepisy, ale nie dostanie mandatu, bo kamery nie wykryją naruszenia.
Podobny problem dotyczy motocyklistów. Obecnie kamery OPP rejestrują pojazdy od przodu, a ponieważ motocykle mają tablice wyłącznie z tyłu, zdjęcia nie pozwalają na identyfikację sprawcy. W praktyce oznacza to, że część wykroczeń popełnianych przez jednoślady nigdy nie kończy się mandatem.
CANARD zapowiada jednak zmiany. Nowe urządzenia będą wyposażone w dodatkowe kamery obejmujące również tył pojazdu – tak jak w dwóch fotoradarach działających w stolicy. Dzięki temu system ma stać się bardziej precyzyjny i skuteczny wobec wszystkich uczestników ruchu.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

Zignorowali fotoradar i uniknęli kary. Tylko 2% spraw trafia do sądu

Złe parkowanie zaboli. Odholowanie auta podrożeje do 770 zł, a to nie koniec złych wieści

Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk
Ostatnie artykuły
- Zignorowali fotoradar i uniknęli kary. Tylko 2% spraw trafia do sądu
- Volkswagen wycenił nowe hybrydy. Na start kusi promocją do 17 tys. zł
- Nowy Hyundai przyłapany bez kamuflażu. Zupełnie nowa generacja zaskakuje
- Złe parkowanie zaboli. Odholowanie auta podrożeje do 770 zł, a to nie koniec złych wieści
- Ten samochód nigdy nie miał sensu. Bez dachu jest jeszcze lepszy
- Ceny aut elektrycznych mocno spadły. Tak zmieniły się w ciągu 5 lat
- Porsche zwolni 5000 pracowników. Dzięki temu legenda zostanie uratowana
- Pułapka na kierowców. CBD jest legalne, ale policyjny test może wykazać narkotyk
- Kupno używanego auta przed wakacjami. Co sprawdzić, zanim wyruszysz w długą trasę?
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy