Chińczycy stworzyli SUV-a idealnego dla Europy. Freelander 8 może zawojować rynek

Nowy Freelander zadebiutował w Chinach, ale jego koncepcja wydaje się wręcz stworzona pod europejskie gusta. To jeden z tych samochodów, które mogłyby błyskawicznie zdobyć popularność na Starym Kontynencie.
- Freelander może wykorzystać coś, czego brakuje wielu chińskim markom – rozpoznawalną nazwę z europejskim rodowodem.
- Czy nowa marka mogłaby powtórzyć w Europie sukces MG?
- Połączenie napędu EREV, architektury 800 V i zaawansowanego zawieszenia tworzy wyjątkowo interesującą propozycję dla kierowców szukających wszechstronnego SUV-a.
Minęły już ponad dwa lata od rozpoczęcia chińskiej ofensywy motoryzacyjnej na Europę. W tym czasie dowiedzieliśmy się bardzo wiele na temat motoryzacji z Państwa Środka. Wiemy już, co oferuje, w czym jest naprawdę dobra, a gdzie ma braki.
Znamy też możliwości technologiczne poszczególnych koncernów, tempo rozwoju technologicznego oraz logikę działań Chińczyków. Zbierając wszystkie te policzalne i niepoliczalne dane, śmiem stwierdzić, że Freelander 8 First Edition, czyli samochód, który właśnie zadebiutował na chińskim rynku, byłby prawdziwym hitem w Europie.
Dlaczego Freelander byłby hitem?
Po pierwsze marka. Ekspansja chińskich producentów pokazała, że Europejczycy nie boją się kupować aut nowych, wcześniej nieznanych marek, ale ujawniła też coś innego. Największe sukcesy Chińczycy mogą odnosić w Europie, sprzedając swoje produkty pod logotypem europejskiej, brytyjskiej marki. I właśnie dlatego Freelander miałby szansę. Owszem, Freelander jako marka jest nowy, ale jako model Land Rovera ma swoją historię, stylistykę i dziedzictwo. Jest doskonałym mariażem czegoś nowego i świeżego z czymś dobrze znanym.
Po drugie Chery. Freelander to wspólna marka koncernów JLR i Chery. Samochód korzysta z technologii Chery, a tę zdążyliśmy dobrze poznać podczas jazd wieloma modelami Chery, Jaecoo, Omoda czy Exlantix. Wnioski są takie, że napędy Chery są są coraz zestrojone.
Technologia, którą Europa już polubiła
Po czwarte napęd. Wiedząc, jak działają napędy Chery, jesteśmy przekonani, że Europa szybko polubiłaby Freelandera. To co ma pod maską idealnie wpisuje się obecną modę.
Pojazd zbudowano na nowej, specjalistycznej architekturze i wyposażono w układ napędowy typu EREV (elektryk z generatorem spalinowym, tzw. Extended-Range Electric Vehicle). Sercem układu jest bateria o pojemności 60,331 kWh w architekturze 800 V. Akumulator został opracowany we współpracy z firmą CATL, i zapewnia certyfikowany w Chinach zasięg w trybie w pełni elektrycznym wynoszący 221 km.
Jako generator energii pracuje 1,5-litrowy silnik benzynowy z turbodoładowaniem o maksymalnej mocy 156 KM. Mając do dyspozycji akumulator o pojemności ponad 60 kWh, który może przyjmować moc o szczytowej wartości 350 kW, Freelander może być dobrym sposobem na rozpoczęcie przygody z elektryfikacją.
Możliwości terenowe
Po czwarte Europa lubi auta, które mają prawdziwe zdolności terenowe, mimo że większość użytkowników nigdy z nich nie korzysta. I tutaj Freelander znowu punktuje. Jego podwozie i układ jezdny wykorzystują inteligentny system terenowy i-ATS, dostrojony przy użyciu oprogramowania Huawei.
Trakcję regulują trzy blokady mechanizmów różnicowych: przednia blokada mechaniczna, tylny elektroniczny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu oraz wirtualna blokada centralna. Zawieszenie to układ pneumatyczny z dwukomorowymi amortyzatorami, który zarządza zarówno tłumieniem, jak i prześwitem w zależności od terenu.
Freelander ma wszystko
Naszym zdaniem nowy Freelander ma wszystko, aby odnieść sukces w Europie. Jego marka i design doskonale wpisują się w gusta Europejczyków, a nowoczesny napęd stanowi idealny pomost pomiędzy starą a nową technologią. Do tego dochodzą zawieszenie pneumatyczne i zdolności terenowe, którymi można chwalić się przy kolacji.
Finalnie otrzymujemy pojazd gotowy odbierać klientów wybierających dziś wszystko od VW Tiguana po BMW X5 czy Defendera.
Co może stanąć na drodze do sukcesu?
Aby jednak sukces Freelandera się zmaterializował, muszą wydarzyć się dwie rzeczy. Po pierwsze marka musi wejść do Europy, a to może być problemem, ponieważ nie wiemy, czy przypadkiem JLR nie zapewnił sobie wyłączności na Starym Kontynencie dla marek Land Rover i Range Rover. Jeżeli tak się stało, to wielka szkoda, ponieważ Freelander mógłby być doskonałym wykorzystaniem sieci dealerskiej JLR.
Jednak nawet gdyby auto trafiło do Europy, musiałoby jeszcze zostać odpowiednio wycenione. W końcu sukces MG nie polega na tym, że ma lepsze logo, ale na tym, że oferuje dużo za niewiele pieniędzy – i przy okazji ma niezłe logo. Tę samą zależność należałoby zastosować w przypadku Freelandera, a tu pojawiają się obawy, że koncern pozycjonuje markę jako premium i ustali zbyt wysokie ceny.