Paragony grozy wracają. Jeep Avenger 4xe kosztuje fortunę, ale potrafi zaskoczyć

Jeep Avenger 4xe The North Face to jeden z najdroższych SUV-ów segmentu B, jakie można dziś kupić. Cena tej wersji potrafi zaszokować, szczególnie gdy mówimy o aucie miejskim. Problem w tym, że ten Jeep – produkowany w Polsce – ma kilka cech, które skutecznie utrudniają jego jednoznaczną ocenę. Sprawdziłem, czy za „paragony grozy” dostajemy coś więcej niż tylko logo legendarnej marki.
- Avenger to miejski SUV będący konstrukcyjnym bliźniakiem Fiata 600 i Alfy Romeo Junior. Wszystkie powstają w fabryce w Tychach.
- Jednak unifikacja wewnątrz koncernu Stellantis nie pozbawiła Jeepa indywidualnego charakteru. Niestety ma on swoją cenę.
- Przetestowałem hybrydową odmianę z napędem na 4 koła w wyjątkowej edycji The North Face. Czy współpraca z tą znaną marką outdoorową uczyniła z Avengera nieustraszonego zdobywcę nieodkrytych terenów?
Jeep Avenger 4xe w wariancie The North Face pozuje na nieustraszonego zdobywcę, choć technicznie od prawdziwej terenówki dzielą go niezdobyte przełęcze. Mimo to ten samochód udowadnia, że jest Jeepem z krwi i kości. Choć na tyle ucywilizowanym, że z surowości pierwszych Willysów nic się w nim nie ostało. Cóż, taki mamy klimat.
Nie będę rozwodził się nad tym, czy sprzedawanie miejskiego SUV-a z logo legendarnych offroaderów to profanacja czy znak czasów. Zamiast tego sprawdziłem, co potrafi Avnegner z napędem 4x4. Przy okazji odkryłem problem, który pod znakiem zapytania stawia jego przyszłość.
Wstawaj Jeepie, masz bojowe zadanie
Jeep Avenger, niezależnie od wybranego wariantu (spalinowy, hybrydowy lub elektryczny), wyróżnia się swoim wyglądem. Charakterystyczny pas przedni i pudełkowate nadwozie nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z potomkiem amerykańskiej legendy. Nawet jeśli Avenger jest na tyle dalekim kuzynem Willys’a, że z jego DNA za wiele już tu nie zostało.
Ten miejski SUV ma oczywiście nadwozie samonośne, które mierzy 409 cm długości przy 256 cm rozstawu osi. Do tego dochodzą 178 cm szerokości, 154 cm wysokości i „bojowo-terenowa” stylizacja.
W przypadku wariantu 4xe w parze z nią idą też niezłe (oczywiście jak na miejskiego SUV-a, nie jak na terenówkę) parametry offroadowe. Wyrażane są przez 40-centymetrową głębokość brodzenia, 21-centymetrowy prześwit oraz niezłe kąty natarcia, zejścia i rampowy (odpowiednio 22°/35°/21°).
Aby obudzić ducha przygody, do testów udostępniono mi egzemplarz w wersji The North Face. Poza licznymi smaczkami stylistycznymi (jak np. akcenty nadwozia w kolorze złotym czy przeciwodblaskowa, duża naklejka na masce) tę odmianę wyposażono w dedykowane przygodom namiot, torbę podróżną i butelkę na wodę. Całość zajmuje sporo miejsca w bagażniku, na szczęście jadąc na zakupy łatwo ją przenieść w mniej strategiczną lokalizację.
Interesujący twardziel, czyli rzecz o niedostatkach
Wnętrze Jeepa Avengera ma w sobie coś z galerii sztuki nowoczesnej. Jest pomysłowo zaprojektowane i może się podobać (szczególnie w wariancie The North Face), jednak zdecydowanie lepiej go nie dotykać.
Wszystko przez twarde materiały, które zdominowały kokpit. I fakt, że jest on solidnie spasowany niewiele tu zmienia – w tej cenie oczekiwałbym lepszej jakości tworzyw. Trudno jednak mieć zastrzeżenia do pozycji za kierownicą. Siedzi się tu „po terenowemu”, czyli wysoko. Widoczność jest dobra, a fotel i kierownica oferują szerokie możliwości regulacji.
W efekcie pasażerowie siedzący z przodu z dużą łatwością znajdą wygodną pozycję do odkrywania nowych szlaków, a do tego nie będą skrępowani brakiem przestrzeni. Również tej użytkowej – Jeep zapewnia sporo schowków, półek i innych rozwiązań ułatwiających organizację.
Z tyłu nie jest już tak kolorowo – przy 4 dorosłych osobach na pokładzie, robi się ciasnawo. Szczególnie doskwierała mi niedostateczna ilość miejsca na nogi przy ustawieniu fotela „sam za sobą” (mam 183 cm wzrostu) oraz relatywnie niewielka, bo wynosząca 132 cm, szerokość kabiny. Dla porównania grający w tej samej klasie Renault Captur ma w tym miejscu 139 cm.
Bagażnik o poj. 325 l też wypada przeciętnie, jednak pamiętajmy, że Avenger dysponuje napędem na obie osie.
Ahoj przygodo! Tym Avenger 4xe robi wrażenie
Właśnie, napęd 4x4. Po pierwsze, to rzadko spotykany towarzysz na terytorium SUV-ów segmentu B. Choć nie jest ewenementem – może go mieć choćby Toyota Yaris Cross. I podobnie jak w tym japońskim aucie, także w Jeepie jest on opcjonalny.
Czteronapędowy Avenger nazywa się 4xe, a koła tylnej osi wprawiane są tu w ruch przez dodatkowy silnik elektryczny. Dodatkowy, bo pierwszy jest w skrzyni biegów (eDCT o 6. przełożeniach). Z kolei podstawą tej hybrydy jest 3-cylindrowa jednostka 1,2 turbo. Jak całość sprawdza się w praktyce?
Cóż, to zależy, o co pytacie. Kultura silnika spalinowego jest typowa dla 3-cylindrówek. Jednak praca układu hybrydowego nie budzi zastrzeżeń i jest przyjemnie niezauważalna. Nie przekłada się jednak na wybitną oszczędność paliwa.
W mieście trzeba się liczyć ze spalaniem na poziomie 6,5 l/100 km, na drogach podmiejskich spada ono do 5,3 l, by na ekspresówce znów wrócić w okolice 6,4 l „na setkę”. Na autostradzie po każdych 100 km z baku „ucieka” 8,1 l/100 km, a wszystkie te rezultaty osiągnąłem przy powściągliwym obchodzeniu się z pedałem przyspieszenia.
Tym bardziej że i tak nie ma sensu go forsować. Moc systemowa tego układu to 145 KM, więc nie ma co liczyć na sportowe osiągi. I choć 9,5 s do „setki” to akceptowalny rezultat, to jednak przecież nie o to w tym samochodzie chodzi.
Asfalt? Nie interesuje mnie
Esencją każdego Jeepa jest co innego i Avenger 4xe jest nieodrodnym dzieckiem swej marki. Jak już wspominałem, przekonuje on do siebie sprawnością w niewymagającym, ale jednak nieosiągalnym dla przeciętnego auta, terenie.
Do poruszania się w takich warunkach przewidziano dedykowane tryby jazdy, a wariant The North Face dysponuje dodatkowo przełożeniem redukcyjnym tylnego silnika elektrycznego (22,7:1) Każdy Avenger 4xe dysponuje z tyłu zawieszeniem wielowahaczowym w miejsce standardowe belki skrętnej.
I choć to wszystko nie brzmi szczególnie imponująco, to jednak sprawdza się w praktyce. A o to przecież chodzi. Do tego Avengerowi nie można odmówić również poręczności w mieście i stabilności w trasie. Czyli co, idealny miejski SUV?
Paragony grozy
Prawie idealny. Rysą na wizerunku Jeepa Avengera jest cena. To auto zawsze jest relatywnie drogie (od 111 850 zł za bazowy wariant benzynowy z napędem na przednią oś, choć aktualnie można liczyć na promocje), a w odmianie 4xe The North Face mamy już do czynienia z ceną wręcz szokującą.
Katalogowo to auto kosztuje 169 000 zł. I fakt, że ta wersja amerykańskiego SUV-a zapewnia w zasadzie kompletne wyposażenie – m.in. reflektory LED, podgrzewane fotele, 2 ekrany o przekątnej 10,25 cali każdy czy bezprzewodową łączność ze smartfonami Android Auto / Apple CarPlay – wciąż nie stanowi dostatecznego usprawiedliwienia tej kwoty.
Płacimy jednak za coś innego – legendę marki Jeep i możliwość obcowania z nietuzinkowym samochodem. Od specyficznego dźwięku kierunkowskazów, poprzez schowek z magnetyczną pokrywą, aż po szereg stylistycznych smaczków we wnętrzu – Jeep Avenger 4xe The North Face ma w sobie to coś, co sprawia, że jego wygórowana cena schodzi na dalszy plan.
PODSUMOWANIE
Jeep Avenger to interesująca, choć dość droga, propozycja. Jednak w wariancie 4xe dostajemy coś, czego próżno szukać na rynku – poręcznego SUV-a, który nie tylko świetnie sprawdzi się w mieście, ale też (czy raczej przede wszystkim) nie boi się zjechać z asfaltu.
Jasne, nie jest to terenówka z krwi i kości. Jednak dziś, w dobie pogłębiającego się deficytu aut o jakichkolwiek zdolnościach terenowych, oferuje coraz rzadziej dostępne kompetencje offroadowe. Avengera można z powodzeniem wykorzystywać choćby na zaniedbanych drogach gruntowych, co sprawdziłem na szlaku prowadzącym do pobliskiej stadniny koni – jest on w zasadzie nieprzejezdny dla Skody Fabii, a na najmniejszym Jeepie nie zrobił najmniejszego wrażenia.
To sprawia, że Avenger 4xe świetnie sprawdzi się do niewymagającej turystyki offroadowej. A nawet jeśli jej nie planujemy, łatwo poddać się urokowi jego „zabawkowego” i zarazem zadziornego charakteru. Gdyby nie wygórowana cena, Jeep Avenger 4xe The North Face byłby murowanym materiałem na hit.































