Kradzieże kabli ze stacji ładowania znów wymykają się spod kontroli. Złodzieje wyciągają z jednego przewodu nawet 10 kg miedzi, natomiast operatorzy tracą dziesiątki tysięcy złotych na każdym uszkodzonym urządzeniu. Coraz częściej wyłączane są całe punkty ładowania, a branża apeluje o zaostrzenie prawa i masowe kontrole skupów złomu.

  • Kradzieże kabli do ładowarek odnotowuje już każde województwo – straty idą w setki tysięcy złotych.
  • W jednym przewodzie ukryte jest nawet 4-10 kg miedzi, co daje złodziejom kilkaset złotych zysku.
  • Branża i PSNM apelują o zaostrzenie prawa oraz obowiązkowe kontrole skupów złomu.

Kable do ładowania samochodów elektrycznych stały się nowym celem złodziei. Jeszcze niedawno był to problem marginalny – dziś kradzieże przewodów notuje się już w każdym województwie.

Straty są gigantyczne. Dla operatorów ładowarek to setki tysięcy złotych, a w skali Europy – miliony euro. Dla kierowców oznacza to coś znacznie gorszego: brak możliwości naładowania auta, zwłaszcza tam, gdzie sieć i jest słabo rozwinięta.

Porsche Taycan GTS 2025
Infrastruktura w Polsce jest stosunkowo słabo rozwinięta.

Złodzieje widzą w tym szybki zarobek. W jednym kablu znajduje się od 4 do 10 kg miedzi, a kilogram surowca kosztuje dziś około 30 zł. W praktyce daje to kilkaset zł zysku, ale… kosztem urządzeń wartych nawet kilkadziesiąt tysięcy zł. Najdroższe przewody w szybkich ładowarkach kosztują od kilku do kilkunastu tysięcy euro – informuje portal elektromobilni.pl.

Fala zniszczeń w Polsce

Skala kradzieży jest widoczna nie tylko w statystykach, ale też w codziennych relacjach kierowców. We Wrocławiu, jak opisuje serwis warszawawpigulce.pl, na 11 sprawdzonych ładowarek aż 10 pozbawiono przewodów.

W Legnicy, o czym pisał portal twoje-miasto.pl, w krótkim czasie okradziono trzy ładowarki sieci Powerdot. W Mysłowicach, według relacji money.pl, przecięto kable przy dwóch stacjach ustawionych obok sklepów Biedronka. Infrastruktura niszczona jest również na mniejszą skalę, w miejscach prywatnych i na osiedlach. Czyli tam, gdzie monitoring często bywa symboliczny.

Liczba kradzieży kabli lawinowo rośnie.

Taka fala zniszczeń nie pozostaje bez konsekwencji. Niektóre stacje są wyłączone z użytku przez wiele tygodni. Powerdot, cytowany przez twoje-miasto.pl, informował, że czas naprawy wynosi zwykle około miesiąca, a wydłuża się, gdy operator zamawia przewody z dodatkowymi zabezpieczeniami.

Dla kierowców to realne utrudnienie w codziennym funkcjonowaniu. Dla firm – poważne straty i konieczność inwestowania w kolejne zabezpieczenia.

Kradzieże kabli ze stacji ładowania: pancerny pancerz

Jednym z narzędziem walki z kradzieżami jest system GridZon, opracowany przez niemiecką firmę Reload-Solution. Kabel otoczono tutaj pancerzem z tkaniny Dyneema, a w środku umieszczono drut alarmowy – jego przecięcie uruchamia 117-decybelową syrenę i sygnał świetlny.

Zabezpieczenia można montować bez ingerencji w konstrukcję ładowarki, co pozwala stosować je także na już istniejących stacjach. Podobne technologie wdrażają operatorzy, np. Ionity korzysta z wkładek z wybuchającym barwnikiem.

ładowarka
Ionity korzysta z wkładek z wybuchającym barwnikiem.

Z kolei Tesla w części lokalizacji stosuje barwiącą substancję w jednej z warstw kabla. Rozwiązania te trafiają z czasem pewnie też również na polski rynek.

W Niemczech jeszcze większy problem

Skalę problemu dobrze pokazują niemieckie dane cytowane przez Rzeczpospolitą. Operator EnBW odnotował w 2025 roku ponad 900 kradzieży kabli na 130 lokalizacjach, a straty oszacował na 1 mln euro.

Z kolei Ionity zaraportowało ponad 100 przypadków w całej Europie. Choć część polskich incydentów ma charakter typowo złomowy, operatorzy wskazują, że nie brakuje również aktów czystej dewastacji czy motywacji ideologicznej.

Ładowarki często padają łupem złodziei.

Zdarza się bowiem, że stacje ładowania niszczą przeciwnicy elektromobilności, nie próbując nawet zabrać przewodu.

Kradzieże kabli ze stacji ładowania: potrzebne jest rozwiązanie systemowe

W Polsce branża nie zamierza bezczynnie czekać na rozwiązanie systemowe. Operatorzy i Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności (PSNM) prowadzą intensywne działania na rzecz zaostrzenia kontroli skupów złomu, które – choć formalnie zobowiązane do weryfikacji legalności surowców – często przyjmują materiały bez pytania o pochodzenie.

PSNM zwróciło się do prezydentów 37 największych miast o zwiększenie liczby kontroli punktów skupu. „To całkowicie nieopłacalny proceder. Dla kilkuset złotych zysku złodzieje ryzykują nawet 5 lat za kratami. Spokojnie spać nie mogą również nieuczciwi właściciele skupów złomu” – podkreśla PSNM w komunikacie prasowym.

kasacja demontaż auta złom
PSNM zwróciło się o zwiększenie kontroli punktów złomu. | Zdjęcie: GettyImages.

„Za kradzież grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Odcięcie kabla można również podciągnąć pod przestępstwo zniszczenia mienia, zagrożone analogicznie wysoką karą. To nie wszystko – kradzieże kabli stacji ładowania wiążą się z umyślnym niszczeniem cudzej rzeczy, a ich sprawcy działają publicznie z oczywiście błahego powodu” – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Złodzieje nie są bezkarni

O skuteczności wzmożonych działań świadczą kolejne zatrzymania. Pod koniec października policja schwytała złodzieja odcinającego przewody w Lubinie i Polkowicach. Mimo że działał zamaskowany, funkcjonariusze ustalili jego tożsamość, a ponieważ był recydywistą, grozi mu nawet 7,5 roku więzienia. Kilka dni później w województwie pomorskim zatrzymano dwóch kolejnych sprawców, z których jeden miał już podobne czyny na koncie.

Ryzyko dotyczy także właścicieli punktów skupu. W myśl przepisów, za paserstwo grozi im do 5 lat więzienia, jeśli nabywają kradzione przewody. Ustawa o odpadach zobowiązuje ich do szczegółowego potwierdzania pochodzenia metalu, z weryfikacją tożsamości sprzedającego i obowiązkową dokumentacją przechowywaną przez 5 lat.

kraty kajdanki
Za paserstwo grozi do 5 lat więzienia. | Zdjęcie: Lubuska Policja

Zarówno operatorzy, jak i organizacje branżowe podkreślają, że bez skutecznych działań państwa problem może się pogłębiać. Media informowały już o tym, że rząd rozważa zmiany w prawie, które pozwoliłyby traktować kable jako element infrastruktury energetycznej.

A to oznaczałoby surowsze sankcje, nawet do 10 lat więzienia, jeśli kradzież zostałaby zakwalifikowana jako sabotaż infrastruktury krytycznej.

Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.

Obserwuj nas na Google News

Czytaj również