SUV po chińsku, czyli jako-taki. Czym rozczarował mnie MG ZS?
Materiał zawiera autopromocję OTOMOTOMateusz Zardzewiały

MG ZS w wariancie hybrydowym to samochód trudny do zaszufladkowania. Przemawiają za nim na tyle mocne atuty, że jego wyboru nie trzeba tłumaczyć tylko ceną. Ma też jednak kilka wad, które dla niejednego kierowcy okażą się trudne do zaakceptowania.
- MG ZS Hybrid kosztuje od 98 900 zł i zużywa (realnie) ok. 5 l/100 km.
- Topowy wariant tego auta kosztuje 116 700 zł i rozpieszcza wyposażeniem.
- Niezależnie od wyboru, ten chiński SUV przekonuje jakością wykończenia oraz przestronnością kabiny. W czym tkwi haczyk?
W teorii SUV-y to samochody uniwersalne. Jednak MG ZS Hybrid+, choć nominalnie przecież jest SUV-em, z uniwersalnością ma niewiele wspólnego. Napakowany treścią – duża moc, bogate wyposażenie, przestronne wnętrze i nad wyraz atrakcyjna cena – został stworzony przede wszystkim z myślą o jednym celu.
Jakim? Postanowiłem sprawdzić dla kogo ten chiński SUV będzie świetnym wyborem, a dla kogo – niekoniecznie.
Azjatyckie korzenie
Już pierwszy rzut oka na to auto zdradza jego dalekowschodnie korzenie. Mimo loga zasłużonej brytyjskiej marki na masce, ZS wygląda niczym stereotypowy chiński samochód. O ile sama stylizacja nadwozia wpisuje się w obowiązujące kanony motoryzacyjnej urody, o tyle pochodzenie tego auta zdradzają przede wszystkim proporcje.

MG ZS od zderzaka do zderzaka mierzy 443 cm, czym ociera się o segment kompaktowych SUV-ów. To dobra wiadomość, bo wyceniony jest jak auto o klasę mniejsze. Problem w tym, że w parze z ceną idzie rozstaw osi. Mierzy on 261 cm, czyli jest charakterystyczny dla aut segmentu B (mniejszy niż np. w Renault Capturze). A to sprawia, że relatywnie spora część całkowitej długości ZS-a przypada na zwisy karoserii, co szczególnie widoczne jest z przodu. W bazowej odmianie sytuację pogarszają jeszcze zaledwie 16-calowe felgi, choć testowany wariant Exclusive ma już solidne, 18-calowe obręcze.
Oczywiście do proporcji najmniejszego SUV-a MG można się przyzwyczaić, jednak nietrudno znaleźć na rynku modele o bardziej harmonijnej stylizacji. Na szczęście każdy kij ma dwa końce.
Przestronna kabina, irytująca obsługa
Dzięki relatywnie sporemu i pudełkowatemu nadwoziu, w kabinie MG ZS-a udało się wygospodarować naprawdę przestronne wnętrze. Miejsca jest pod dostatkiem i to w każdym kierunku. 443-litrowy bagażnik też nie rozczarowuje funkcjonalnością i pojemnością.
Narzekać nie można na ogólną jakość wykończenia wnętrza. Tradycyjnie dla MG zastosowano tu wysokiej jakości materiały, a następnie solidnie je ze sobą spasowano. Dzięki temu kabina ZS-a – na przekór cenie tego auta – absolutnie nie sprawia wrażenia budżetowej.

Choć nie obyło się bez drobnych wpadek – np. boczek drzwi kierowcy irytująco skrzypiał, gdy w czasie długiej jazdy po autostradzie opierałem o niego nogę, a tłumaczenie systemu multimedialnego na język polski czasem wołało o pomstę do nieba.
Pozycja za kierownicą jest typowa dla SUV-ów. Siedzi się tu wysoko, z dobrym oglądem na sytuację dookoła auta. Cieszy szeroki zakres regulacji foteli, jednak niezbyt dobre wrażenie sprawia tapicerka ze sztucznej skóry, którą je wykończono (w testowanym wariancie Exclusive).
Również obsługa niezbyt przypadła mi do gustu. Sterowanie klimatyzacją odbywa się za pośrednictwem ekranu centralnego, a głośność zestawu audio reguluje się przyciskami – pokrętło byłoby jednak bardziej wygodne.

Cieszy za to niezły ekran centralny, który bez zwłoki reaguje na dotyk, choć układ menu nie należy do najbardziej intuicyjnych.
Chińska hojność ma swoje blaski i cienie
I tak przechodzimy do wyposażenia. Standardem są cyfrowe zegary wyświetlane na ekranie o przekątnej 12,3 cala. Z kolei dotykowy ekran systemu multimedialnego w podstawowym wariancie ma 10,25 cala, a w testowanej odmianie Exclusive – 12,3.
MG ZS Hybrid+ bez dopłaty oferuje łączność ze smartfonami Android Auto i Apple Car Play, jednak nie jest ona bezprzewodowa. Jakby tego było mało, choć w kabinie znajdziemy zarówno gniazdo USB A, jak i USB C, do transferu danych służy wyłącznie starszy standard. Mamy tu więc podwójny anachronizm.
Z drugiej jednak strony relacja ceny do wyposażenia jest na tyle korzystna, że łatwo przymknąć oko na ten niedostatek. Bazowy wariant chińskiej hybrydy nazywa się Standard i kosztuje (katalogowo) 98 900 zł. Oferuje na tyle bogate wyposażenie, że łatwiej będzie wyliczyć jego główne braki. Te są dwa – zaledwie 16-calowe felgi, które w aucie tej wielkości po prostu nie wyglądają zbyt dobrze, oraz reflektory halogenowe.
Piętro wyżej znajduje się wyceniona na 107 900 zł odmiana Excite, a na szczycie znalazł się kosztujący 116 700 zł wariant Exclusive. I to właśnie topową wersję miałem okazję przetestować. Na liście wyposażenia ma ona m.in. reflektory LED, 18-calowe obręcze, zestaw kamer 360 czy podgrzewane fotele i kierownicę. Nie zabrakło też dostępu bezkluczykowego i elektrycznie składanych lusterek.

Warto też pamiętać, że aktualnie w salonach MG można liczyć na zniżki. W efekcie bazowy wariant można kupić już za 96 400 zł, a testowaną, topową odmianę za 114 200 zł.
A podsumowując podejście MG do wyposażenia, jest ono typowe dla chińskich producentów – mamy tu dużo dodatków w przystępnej cenie. Jednak nie mogło zabraknąć haczyka.
O co ten hałas?
Zanim do niego przejdziemy, rzut oka na parametry układu napędowego. Te robią wrażenie – MG ZS Hybrid+ generuje moc systemową 197 KM i aż 465 Nm momentu obrotowego. Brzmi to wspaniale, jednak emocje studzą nieco osiągi – 8,7 s do „setki” to wynik niezły, acz nierewelacyjny. Na szczęście zużycie paliwa na poziomie 5,1 l/100 km wydaje się akceptowalne. Tyle teoria zaczerpnięta z katalogu. Sprawdziłem jak wygląda jej zderzenie z drogową praktyką.

Na początek ustalmy fakty – mimo potężnej (jak na miejskiego SUV-a) mocy, MG ZS Hybrid+ nie jest szybkim samochodem. Deklarowane przez producenta przyspieszenie jest zdecydowanie zbyt optymistyczne – pomiary udowodniły, że to chińskie auto potrzebuje około 10 s na sprint od 0 do 100 km/h. Napisałem „około”, bo wyniki następujących po sobie prób były bardzo nierówne. Najlepszy uzyskany rezultat to 9,3 s, a najgorszy – 12,5 s.
Taka rozbieżność wynika oczywiście z faktu, że układ napędowy hybrydowego MG ZS-a jest bardzo wrażliwy na spadek prądu w akumulatorze trakcyjnym. W efekcie czas sprintu jest wypadkową poziomu naładowania baterii. Ta ma sporą jak na tego typu hybrydę pojemność (1,83 kWh), jednak zgromadzony w niej prąd zdecydowanie lepiej wykorzystać na coś innego niż gwałtowne przyspieszenia.
Wynika to z faktu, że chińscy inżynierowie tak skalibrowali cały układ, by MG ZS Hybrid+ jak najwięcej czasu spędzał w trybie elektrycznym. I to im się świetnie udało! Prawie 2 km przejechane bez uruchamiania silnika spalinowego? Dla tego auta to żaden problem (test odbywał się przy temperaturze 23-25 stopni Celsjusza). Jeśli dodamy do tego skuteczną rekuperację, łatwo osiągnąć imponujące wyniki spalania.
Oszczędna natura MG ZS-a Hybrid+
Poruszając się poza obszarem zabudowanym po drogach jednopasmowych bez trudu uzyskałem wynik 4,6 l/100 km. W ruchu miejskim MG ZS Hybrid+ potrzebował wciąż niezłe 5,3 l/100 km, a na drodze ekspresowej – 6,2 l na „setkę”. Wtedy jednak chiński SUV zaczął odkrywać przede mną swoją mroczną stronę, a punkt kulminacyjny miał miejsce po wyjechaniu na autostradę. I wcale nie chodzi o spalanie (7,9 l/100 km przy 140 km/h).

Przede wszystkim pudełkowate nadwozie auta generuje dość dużo szumów, przez co przy wyższych prędkościach w kabinie dominuje irytujący odgłos powietrza opływającego ZS-a. Jednak największą wadą tego auta jest praca układu hybrydowego. W czasie jazdy ze stałą prędkością 140 km/h co jakiś czas „podbija” on obroty silnika spalinowego do 4700 obr./min. i utrzymuje je przez dłuższy czas. Oczywiście robi to, by naładować baterię trakcyjną – jednak wówczas hałas układu napędowego nakłada się na szumy powietrza. A jeśli jeszcze wykorzystujemy MG ZS-a jako pojazd rodzinny i siedzące z tyłu dzieci postanowią – jak to dzieci – głośno werbalizować swoją obecność… cóż, to już będzie mieszanka wybuchowa.
I nie każdy będzie w stanie zaakceptować tę przypadłość hybrydowego ZS-a. To auto świetnie czuje się w mieście czy na drogach podmiejskich, gdzie przekonuje również komfortowym zawieszeniem, przewidywalnymi reakcjami na łukach oraz przyjemnie wyważoną pracą układu kierowniczego. Jednak nie przepada za autostradami i z tym faktem trudno jest polemizować.
PODSUMOWANIE
Współczesne samochody przyzwyczaiły nas do tego, że w każdej kategorii wypadają co najmniej poprawnie. To sprawia, że decyzja o zakupie konkretnego modelu coraz częściej jest kwestią gustu niż realnych kompetencji poszczególnych aut.

Jednak hybrydowe MG ZS cofa nas do czasów, gdy wybierając auto trzeba się było dokładnie zastanowić, na jakie kompromisy jesteśmy gotowi pójść. Bo ten model do niektórych zastosowań się zwyczajnie nie nadaje. Są jednak i takie, w których wybija się ponad przeciętność.
Jeśli potrzebujesz przestronnego, ekonomicznego i komfortowego, a przy tym taniego i nieźle wyposażonego samochodu do jazdy po mieście lub na drogach podmiejskich, MG ZS Hybrid+ powinien znaleźć się wysoko na liście priorytetów. Jeśli zaś często podróżujesz po autostradach zdecydowanie przed zakupem wybierz się na jazdę próbną. Specyfika pracy układu napędowego nie każdemu przypadnie do gustu.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsCzytaj również

Używane Mitsubishi Lancer (2007-17) – emocje jak na grzybach? Opinie, usterki, który silnik wybrać

Używana Skoda Citigo (2012-20) – mały samochód, duży sukces. Opinie, typowe usterki, jaki silnik wybrać?

Ten SUV pokazuje, czym jest old money. I wcale nie chodzi o cenę
Ostatnie artykuły
- BYD pokazał limuzynę wielkości Mercedesa klasy S. Wszystko wskazuje na to, że trafi do Europy
- Płacą podwójnie, by chronić prawo jazdy. Tak robi co dziesiąty ukarany
- Niemcy tracą Chiny. Ich fabryki będą pracować na pół gwizdka. Padła szokująca prognoza
- SCT w Polsce to fikcja? Sprawdziliśmy oficjalny bilans mandatów
- Czy to największy problem samochodów elektrycznych? Wyniki nowych badań zaskakują
- Używana alternatywa dla Golfa. Ten Volkswagen daje więcej za podobne pieniądze
- Odmowa przyjęcia mandatu przestanie się opłacać. Stawki drastycznie wzrosną
- Robotaxi kontra człowiek. O wiele bezpieczniej jest jechać bez kierowcy
- Volkswagen tańszy od Skody. Klasyka segmentu prosto z salonu: co wybrać?
- Chińskie SUV-y teraz jako hybrydy bez wtyczki. Sprawdziłem Piątkę i Siódemkę



