Opel wrócił do sportu. Tego się nie spodziewałem po Mokkce GSE

Mateusz Zardzewiały

281 KM, 5,9 s do „setki” i mechanizm różnicowy Torsen. Opel Mokka GSE ma wszystko, żeby zostać kolejnym sportowym hitem marki. Po kilku dniach za kierownicą wiem jednak, że jest w nim coś, czego dawniej nie było. I właśnie to może być jego największym problemem.
- Mokka GSE naprawdę potrafi dać kierowcy sporo radości. W zakrętach zachowuje się lepiej, niż można oczekiwać po miejskim crossoverze.
- Opel zrobił znacznie więcej niż tylko zwiększył moc. Zawieszenie, układ jezdny i mechanizm różnicowy Torsen zmieniają ten samochód nie do poznania.
- Im częściej korzystasz z 281 KM, tym szybciej musisz się zatrzymać na ładowanie – to oczywiste. Jednak wtedy pojawia się pewien problem.
Są samochody, które pamięta się przez lata. Nie dlatego, że były najdroższe albo najbardziej luksusowe. Po prostu dawały kierowcy coś, czego nie dało się znaleźć w zwykłej wersji.
W przypadku Opla takie emocje niosły za sobą trzy litery: GSi. Potem pojawiło się OPC, ale i ono z czasem zniknęło. Opel przestał oferować samochody, które kupowało się przede wszystkim dla przyjemności z prowadzenia.

Teraz marka próbuje wrócić do gry. Tyle że zamiast lekkiego hatchbacka dostajemy miejskiego crossovera, który – mówiąc szczerze – nieco już trąci myszką. Jakby tego było mało, pod jego maską nie pracuje silnik spalinowy.
Czy to w ogóle może być prawdziwy sportowy Opel?
Opel Mokka GSE, czyli agresywna dyskrecja
Po kilku dniach z Mokką GSE poznałem odpowiedź. I żeby nie trzymać nikogo w niepewności mogę od razu powiedzieć, że jest ona twierdząca.

Tak, Opel Mokka GSE to sportowiec z krwi i kości. I właśnie dlatego ten samochód jest tak ciekawy. Co zresztą widać na długo przed zajęciem miejsca za kierownicą.
Choć ten SUV swoją stylistyką nie próbuje agresywnie komunikować otoczeniu swoich możliwości, to jednak nie oznacza to, że jest zupełnie pozbawiony sportowej agresji.
Nie ma ogromnego spojlera, wielkich wlotów powietrza ani nadwozia, które z daleka wygląda jak wypowiedzenie wojny prawom fizyki. Są za to żółte akcenty, 20-calowe koła, czarny dach i oznaczenia GSE.
I to wystarczy, by nawet osoby niezainteresowane motoryzacją wiedziały, że stoją przed samochodem o sportowych aspiracjach.
To nie 281 KM robi największe wrażenie
Choć obecna generacja Mokki jest oferowana już od 6 lat, to sportowy wariant GSE zadebiutował raptem w ubiegłym roku. Być może dlatego osiągi tego SUV-a wciąż prezentują się zachęcająco.

Silnik elektryczny rozwija moc 281 KM i 345 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Napęd trafia na przednie koła, a ważąca 1672 kg Mokka GSE rozpędza się od 0 do 100 km/h w 5,9 s. Prędkość maksymalna to 200 km/h (dane katalogowe).
Brzmi dobrze i rzeczywiście jest szybko, choć ten Opel nie próbuje zrobić z każdego przyspieszenia spektaklu. Nie ma tutaj brutalnego wbicia w fotel. Jest za to płynność i natychmiastowa reakcja na każde muśnięcie gazu.
A po kilku szybko pokonanych zakrętach wychodzi na jaw, co jest prawdziwą siłą Mokki GSE. Bo to nie moc gra tu pierwsze skrzypce.
Opel Mokka GSE naprawdę chce skręcać!
Mokka GSE nie jest po prostu Mokką z mocniejszym silnikiem. Opel zmienił znacznie więcej. Przeprojektowano zawieszenie i układ kierowniczy, a całość uzupełnia mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu Torsen.

I to właśnie Torsen robi tutaj dużą różnicę. Na krętej drodze Mokka GSE jest stabilna, szybko reaguje na zmianę kierunku i bardzo dobrze trzyma się wybranego toru jazdy. Na wyjściu z zakrętu nagle przestajesz myśleć o tym, że siedzisz w miejskim crossoverze.
Po prostu jedziesz. I chcesz jechać jeszcze szybciej. Właśnie w tym momencie przypomniałem sobie, czym kiedyś były GSi. Nie chodziło w nich tylko o moc. Chodziło o samochód, który sprawiał, że po dojechaniu do celu szukałeś kolejnej drogi, żeby jeszcze chwilę pojeździć.
Mokka GSE potrafi wywołać dokładnie takie odczucie. Jest tylko jeden problem – sportowe emocje mają swoją cenę. W przypadku Mokki GSE płaci się za nie komfortem. Zawieszenie jest bardzo sztywne. Na dobrym asfalcie działa świetnie, ale gdy pojawiają się nierówności, samochód bez większego sentymentu przekazuje je do kabiny.
Mokka GSE jest tu radykalna. I to może być problem dla kogoś, kto chce mieć jeden samochód do wszystkiego. Pierwszy problem.
Spiesz się powoli
Drugi problem pojawia się przy ładowaniu. Mokka GSE ma akumulator o pojemności 54 kWh brutto (51 kWh netto). To tyle samo, co słabsza wersja elektrycznej Mokki o mocy 156 KM.

Tyle że tutaj zasila silnik o mocy aż 281 KM. Podczas mojego testu przy temperaturze około 16 stopni Celsjusza zużycie prądu wynosiło około 20 kWh/100 km w mieście. Na drodze ekspresowej było to 19,6 kWh/100 km, a na spokojnej trasie podmiejskiej udało się zejść do 14,9 kWh/100 km.
Z kolei na autostradzie Mokka GSE potrzebowała już 27,2 kWh/100 km. Przy dynamicznej jeździe po krętych drogach ten wynik wciąż nie stanowi ostatniego słowa. Oznacza to, że z deklarowanego zasięgu do 336 km (WLPT) niewiele zostaje. I właśnie tutaj pojawia się największy paradoks Mokki GSE.
To samochód, który aż prosi się o dynamiczną jazdę, ale właśnie wtedy zaczyna najbardziej ograniczać kierowcę. Im częściej korzystasz z 281 KM, tym szybciej znika energia z akumulatora trakcyjnego. A potem trzeba znaleźć ładowarkę. To niby oczywiste, ale…
Mokka GSE może być ładowana z mocą maksymalnie 100 kW (DC). Producent deklaruje, że uzupełnienie energii od 20 do 80 proc. zajmuje wówczas 27 minut, choć w praktyce może potrwać dłużej.

A 100 kW to w obecnych czasach niezbyt imponująca szybkość ładowania. W przypadku auta tak „łapczywie” czerpiącego prąd z relatywnie niewielkiej baterii oznacza to tylko jedno. Sportowa zabawa szybko przeistacza się w cierpliwe czekanie pod ładowarką. A to skutecznie studzi rozpalone emocje. Co wtedy zostaje?
GSE nie ukrywa, że jest tylko Mokką
Codzienność szybko przypomina, z jakim samochodem mamy do czynienia. Materiały wykorzystane do wykończenia kokpitu są w większości twarde, choć dobrze spasowane. Przednie fotele ze zintegrowanymi zagłówkami świetnie trzymają ciało, ale ograniczają widoczność pasażerom siedzącym z tyłu.
Na tylnej kanapie dla dwójki dorosłych miejsca jest wystarczająco dużo, choć brak tu podłokietnika, a kieszenie w drzwiach są małe. Brakuje też haczyków na ubrania. Są za to dwa gniazda USB-A.

Z przodu sytuacja wygląda lepiej. Na plus zasługuje przede wszystkim pozostawienie fizycznego panelu klimatyzacji. System multimedialny przypomina jednak, że Mokka nie jest nową konstrukcją. Działa dość wolno i na tle najnowszych samochodów sprawia archaiczne wrażenie. Ma to jednak i swoje dobre strony – jest niezwykle prosty, a przez to łatwy w obsłudze.
To wszystko prowadzi do ciekawego wniosku. Mokka GSE nie jest sportowym samochodem, który przypadkiem wygląda jak crossover. To crossover, który Opel postanowił zrobić sportowym. I trzeba przyznać, że wyszło to zaskakująco dobrze.
Czy duch GSi wrócił?
Jeśli dziedzictwo kultowych modeli GSi zdefiniujemy jako samochód, który daje kierowcy więcej emocji, niż można oczekiwać po zwykłej wersji – Mokka GSE jest godnym kontynuatorem tradycji.
Jeżeli chodzi o osiągi – również. Ale jeśli oczekujemy auta, które równie dobrze sprawdzi się na krętej drodze i podczas codziennej jazdy, pojawiają się wątpliwości.

Mokka GSE jest bardzo twarda. Ma niewielki akumulator i nie imponuje szybkością ładowania. Jej możliwości w trasie są ograniczone, szczególnie jeśli kierowca chce regularnie korzystać z osiągów 281-konnego silnika.
A mimo to trudno odmówić jej charakteru. Opel nie przykleił po prostu sportowego znaczka do zwykłej Mokki, dorzucając przy tym nieco mocy. Zmieniono znacznie więcej, w tym to, co najważniejsze – silnik, zawieszenie i układ jezdny.
I właśnie dlatego Mokka GSE może być jednym z ciekawszych współczesnych wcieleń sportowego Opla. Nie zastąpi Kadetta GSi. Nie sprawi też, że zapomnimy o Insignii OPC.

Ale udowadnia, że Opel nadal potrafi stworzyć samochód, którym chce się jeździć. Tyle że dzisiaj największym przeciwnikiem sportowego charakteru nie jest konkurencja. Jest nim bateria.
Legenda GSi rzeczywiście może więc wciąż żyć. Tylko zanim ruszy na kolejną przejażdżkę, musi najpierw sprawdzić, gdzie jest najbliższa ładowarka.

Z dziennikarstwem motoryzacyjnym jestem związany od 2011 roku, a z samochodami – od zawsze. W autach cenię prostotę i użyteczność, a modele z przełomu tysiącleci darzę największym sentymentem.
Otomoto.pl News to najnowsze informacje i aktualności motoryzacyjne oraz baza wiedzy na temat modeli, marek i danych technicznych. Chcesz być na bieżąco? Obserwuj nas w Google News.
Obserwuj nas na Google NewsDodaj do źródeł GoogleOstatnie artykuły
- Opel wrócił do sportu. Tego się nie spodziewałem po Mokkce GSE
- Nowy SUV Volvo powstanie tuż obok Polski. Zastąpi znany model
- Nowe Audi A2: rekordowo oszczędne. Zapomnisz, gdzie stoi najbliższa ładowarka
- Toyota szykuje nowe baterie do hybryd. Będą lepsze i tańsze
- 71 400 zł za Fabię z LPG. Skoda wprowadza tanią wersję miejskich modeli
- Wielka akcja policji. Tydzień kontroli, rekordowe statystyki i mandaty liczone w tysiącach
- Ta marka nie chce sprzedawać wielu samochodów. W planach: sześć modeli
- Jetta znowu jest sedanem. Takiego modelu jeszcze nie było
- Oszczędny crossover wyceniony. Kosztuje 123 900 zł i nie jest chiński
- Ta marka przyznaje: z ekranami poszliśmy za daleko. Przyciski wrócą



